FORUM SZYNSZYLE :: WĄTROBA: chudnięcie pomimo jedzenia / apatia
-->TO JEST STARA WERSJA FORUM TYLKO DO WGLĄDU
ZAPRASZAMY NA WŁAŚCIWE FORUM (kliknij tu:___)<--



Forum przeszło gruntowną modernizację, stara wersja forum pozostała tylko do wglądu, nic tu nie napiszesz i nie zarejestrujesz się,
nie znajdziesz tu także żadnych nowych treści. Aby przejść na właściwą wersję forum kliknij napis powyżej
-->TO JEST STARA WERSJA FORUM TYLKO DO WGLĄDU
ZAPRASZAMY NA WŁAŚCIWE FORUM (kliknij tu:___)<--



Forum przeszło gruntowną modernizację, stara wersja forum pozostała tylko do wglądu, nic tu nie napiszesz i nie zarejestrujesz się,
nie znajdziesz tu także żadnych nowych treści. Aby przejść na właściwą wersję forum kliknij napis powyżej

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
WĄTROBA: chudnięcie pomimo jedzenia / apatia
Autor Wiadomość
naartjie 
Minimum aktywności na forum



Wiek: 32
Dołączyła: 03 Mar 2011
Posty: 5
Skąd: Stargard
Wysłany: 20 Czerwca 2012, 01:05   WĄTROBA: chudnięcie pomimo jedzenia / apatia

Witam. Chcę Wam opowiedzieć historię choroby mojej kochanej Zuźki.



Zuzia była moją towarzyszką od prawie 3 lat, łącznie miała ok.4. Nigdy na nic nie chorowała, nic jej nie dolegało, zawsze była pełna werwy i energii.



Kilka dni temu zauważyłam, że zrobiła się jakaś chuda, osłabiona i osowiała. Było to wieczorem, gdy przyszła pora na karmienie. Zawsze wystarczyło, bym schyliła się do pufy, w której trzymałam jej pokarm, by podniosła swoje radary i niecierpliwie zaczęła skakać po półeczkach. Tego wieczoru było inaczej, po prosty leżała, tak jakby ani nie widziała ani nie słyszała, że nasypuję jej ulubione ziarenka do miseczki. Myślałam po prostu, że jest zmęczona albo śpi i przez noc jej przejdzie.



Niestety następnego dnia wcale nie zauważyłam zmiany. Pokarm był nieruszony, wody raczej też nie piła. Co niepokojące, jej ciało zachowywało się bardzo dziwnie. Po pierwsze przekładała się cały czas z boku na bok, przekręcając główką, jakby coś ją bolało. Po drugie cichutko piszczała, tak jak nigdy jeszcze nie słyszałam. Po trzecie gdy próbowała przejść się kawałek, to dziwnie wyciągała za sobą tylne łapki, jakby rozprostowywała. Po czwarte i najbardziej przerażające, co chwile miała takie skurcze całego ciała, jakby miała wymiotować. Do tego nie robiła żadnych bobków.



Byłam naprawdę przerażona, więc od razu pomyślałam o weterynarzu. Mama zadzwoniła do jakiegoś znajomego, który powiedział, że pewnie ma zaparcia przez kabelek od lampki nocnej, który zjadła kilka dni wcześniej. I mam na myśli, że zjadła tego dobre 2 cm razem z tym drucikiem w środku! Facet kazał kupić Normosan i Siemie Lniane i podawać jej strzykawką, i że niby się poprawi.



Niestety, sama tych ziółek pić nie chciała, a na siłę to nawet nie ma co wspominać. W dalszym ciągu też nie jadła pokarmu ani nie piła wody. Kolejnego dnia z samego rana pojechałam z nią do pani weterynarz, która podała jej wodę z glukozą, coś rozkurczowego i jakiś antybiotyk. Kupiłam jej też świeże sianko, które szamała, aż się uszy trzęsły - byłam wtedy naprawdę zadowolona, że coś w końcu je. Nawet wypiła trochę wody ze strzykawki.



Długo się nie nacieszyłam, bo nie widziałam znacznej poprawy, wciąż dziwnie chodziła i cały czas leżała, z własnej woli też nic nie jadła, nie robiła bobków. Pojechałam z nią więc do weta następnego dnia rano i dostała te same zastrzyki. Znów bez efektu. Mała coraz słabsza i coraz smutniejsza, ja przygnębiona. Kolejny dzień, kolejna wizyta. Tym razem dyżur pełnił pan doktor, który dał jej wodę z glukozą w kroplóweczce, zajrzał do pyszczka i stwierdził, że niewiele widzi. Kazał karmić siłą przez strzykawkę z dłuższą końcówką, by pokarm trafiał bezpośrednio do przewodu pokarmowego. Jedyne, czym mogłam ją karmić to Gerber, bo nie miałam sprzętu do zmielenia jej pokarmu. Troszkę się udało ją dokarmić, więc byłam nieco spokojniejsza.



Następnego dnia, czyli dzisiaj, jej stan tak się pogorszył, że nie miała siły stać/siedzieć na łapkach, podnieść łepka ani przełknąć czegokolwiek, więc jak próbowałam ją nakarmić czy napoić, wszystko się wylewało. Ogarnęła mnie rozpacz, bo czułam, że nadchodzi koniec. Zadzwoniłam znowu do weta, ale powiedział, że jak jest coraz słabsza i nie ma na nic siły, to już nie ma nic co on mógłby zrobić, by jej pomóc.



Mogę Wam powiedzieć, że tak mocno i rozpaczliwie nie płakałam od śmierci babci 7 lat temu.



Położyłam Zuzkę na ręczniczku, przykryłam ją i pół dnia leżała mi na klatce piersiowej, by czuła moje ciepło i moją miłość. Zdecydowałam się zabrać ją ostatni i ostateczny raz do weta. Poprosiłam o skrócenie jej (i mojego) bólu i cierpienia. Tak więc o godzinie 17 20 Zuzia opuściła nasz świat, zostawiając mnie samą i zrozpaczoną.



Poprosiłam też weterynarza o zrobienie sekcji, gdyż cały czas nie wiedziałam, co jej tak naprawdę było. Czy to wina niestrawionych resztek kabelka, czy może zaszkodził jej preparat na owady "Raid", którego czasami używamy w domu. Jakby jedno albo drugie okazało się prawdą, nigdy bym sobie nie wybaczyła takiego zaniedbania.



Jednak moje sumienie może być spokojne, bo doktor powiedział, że winą była chora wątroba. Miała zmieniony kolor i była bardzo opuchnięta, powodując ucisk głównych naczynek przebiegających przez nią, co z kolei prowadziło do problemów z krążeniem. Do tego nazbierało się bardzo dużo płynów w płuckach, przez co mała miała problemy z oddychaniem. Jakby tego było mało, miała jakieś zapalenie w okolicach macicy, ale to nie było akurat przyczyną takiego smutnego finiszu.



Chcę, aby ta historia była dla Was ostrzeżeniem - jeśli zobaczycie podobne objawy, nie czekajcie z wetem i zapytajcie czy to może być wątroba. Wiem, to straszne co teraz napiszę, ale jak powiedział mi doktor, szanse wyleczenia tego w tak krótkim czasie są zerowe. Ba, nawet jakbym rok temu zabrała ją do weta, i gdyby jakimś cudem udało by się ją zbadać (co jest technicznie niemal niemożliwe), to leczenie było by bardzo kosztowne i stresujące. A choroba Zuzi rozwijała się właśnie kilka-kilkanaście miesięcy.



Ja na przyszłość jestem mądrzejsza, ale stwierdziłam, że nie chcę już żadnych nowych zwierzątek, bo za dużo ich w życiu straciłam, a z odejściem Zuzi, umarła część mnie, a moje serce pękło.

Zuza.jpg
Ja i moja Zuzia.

Po lewej: pierwszego dnia razem.

Po prawej: ostatniego dnia razem.
Plik ściągnięto 72 raz(y) 842,21 KB

Ostatnio zmieniony przez Mausi 2 Lipca 2013, 23:47, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
Mausi 
WIELKIE SERCE



Pomogła: 50 razy
Wiek: 36
Dołączyła: 12 Wrz 2011
Posty: 3079
Skąd: Katowice
Wysłany: 20 Czerwca 2012, 01:21   

:-( przykro mi... aż się serce kraje :cry:
_________________
Szarik -->___Piszczuś -->

Gizmo * 08.09.2011 - [*] 07.02.2013
Kropek * ??.12.2011 - [*] 25.02.2013
Zefirek * 23.01.2012 - [*] 26.02.2013
Krecik * ??.06.2011 - [*] 04.01.2014

"Nie dyskutuj z debilem, bo sprowadzi cię do swojego poziomu i pokona doświadczeniem"
 
     
kammax 
Demon aktywności na forum



Pomogła: 29 razy
Wiek: 39
Dołączyła: 07 Lis 2011
Posty: 1131
Skąd: okolice Szczecinka
Wysłany: 20 Czerwca 2012, 07:39   

Bardzo mi przykro!
_________________
Życie jest darem i trzeba je szanowac, nie ważne czy ludzkie czy zwierzęcia
 
     
marl 
Niezwykle aktywni na forum



Pomogła: 13 razy
Wiek: 30
Dołączyła: 09 Cze 2012
Posty: 289
Skąd: Śląsk
Wysłany: 20 Czerwca 2012, 09:24   

naartjie, strata takiego przyjaciela jest nieoceniona i strasznie boli, przykro mi z powodu Zuzi :-( Chciałabym na pocieszenie powiedzieć Ci, że kilka lat temu straciłam w podobnych okolicznościach mojego Beża i też nie chciałam więcej bo strasznie to przeżyłam... Ale po jakimś czasie zmieniłam zdanie i teraz mam trójkę, a po tamtym pozostało mnóstwo wspaniałych wspomnień! Pamiętaj, że zrobiłaś wszystko, co mogłaś, żeby jej pomóc i nie było w tym choćby 1% Twojej winy. Czas leczy rany, trzymaj się :-(
 
     
naartjie 
Minimum aktywności na forum



Wiek: 32
Dołączyła: 03 Mar 2011
Posty: 5
Skąd: Stargard
Wysłany: 20 Czerwca 2012, 21:21   

Dzięki za słowa pocieszenia. póki co czuję straszną pustkę i nadal nie chcę jej zapełniać nowym pupilkiem. Może za jakiś czas to się zmieni.

Pozdrawiam.
 
     
Aniutka 
WIELKIE SERCE



Pomogła: 97 razy
Wiek: 52
Dołączyła: 23 Sty 2012
Posty: 4701
Skąd: Warszawa
Wysłany: 20 Czerwca 2012, 22:00   

naartjie, zastanawiałam się czy przeczytać Twój post, kiedy w temacie zobaczyłam dopisek bez happy endu - ale przeczytałam, a teraz z trudem powstrzymuję łzy. Tak bardzo mi przykro. :(
_________________
Gość Bardzo ważne zmiany na forum! koniecznie zajrzyj tu: WAŻNE ZMIANY!!!

Dyzio i Franio
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,32 sekundy. Zapytań do SQL: 22