FORUM SZYNSZYLE :: "Syndrom pustego gniazda"
-->TO JEST STARA WERSJA FORUM TYLKO DO WGLĄDU
ZAPRASZAMY NA WŁAŚCIWE FORUM (kliknij tu:___)<--



Forum przeszło gruntowną modernizację, stara wersja forum pozostała tylko do wglądu, nic tu nie napiszesz i nie zarejestrujesz się,
nie znajdziesz tu także żadnych nowych treści. Aby przejść na właściwą wersję forum kliknij napis powyżej
-->TO JEST STARA WERSJA FORUM TYLKO DO WGLĄDU
ZAPRASZAMY NA WŁAŚCIWE FORUM (kliknij tu:___)<--



Forum przeszło gruntowną modernizację, stara wersja forum pozostała tylko do wglądu, nic tu nie napiszesz i nie zarejestrujesz się,
nie znajdziesz tu także żadnych nowych treści. Aby przejść na właściwą wersję forum kliknij napis powyżej

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
"Syndrom pustego gniazda"
Autor Wiadomość
Aniutka 
WIELKIE SERCE



Pomogła: 97 razy
Wiek: 52
Dołączyła: 23 Sty 2012
Posty: 4701
Skąd: Warszawa
Wysłany: 6 Czerwca 2012, 07:57   "Syndrom pustego gniazda"

Dziś wyjeżdżamy na...6 dni, no wiem to niezbyt długo, ale po raz pierwszy musiałam zawieźć Dyzia i Capuccino do innego domu i tam zostawić pod opieką nieznanej im osoby. Na szczęśćcie opiekunka znana jest bardzo dobrze mnie :) bo inaczej chyba byśmy tego wyjazdu nie przeżyli. Po powrocie do domu wczoraj wypucowałam klatkę chłopaków i teraz taka czyściutka niemal lśniąca stoi ....pusta. Rano (ok.6.00) zerwałam się jak zawsze.... żeby wypuścić urwisy na wybieg.... bo zapomniałam, że ich nie ma.

Dyzio jest z nami od grudnia 2011, a Capcio od marca, ale rozgościli się w naszych sercach i umysłach na dobre. Cały czas o nich rozmawiamy, a czy tęskniły, a czy są zdenerwowane, czy aby jest im dobrze w nowym miejscu....a przecież wiemy, że są pod doskonałą opieką osoby nawet bardziej kompetentnej od nas, bo o wiele bardziej doświadczonej.

No ale tak to już chyba jest z tym syndromem :567: My chyba bardziej tęsknimy za nimi niż chłopaki za nami :-/
_________________
Gość Bardzo ważne zmiany na forum! koniecznie zajrzyj tu: WAŻNE ZMIANY!!!

Dyzio i Franio
Ostatnio zmieniony przez Aniutka 6 Czerwca 2012, 07:59, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
abrakadabra 
Demon aktywności na forum



Pomogła: 52 razy
Wiek: 30
Dołączyła: 13 Lip 2011
Posty: 1032
Skąd: łódzkie
Wysłany: 6 Czerwca 2012, 09:42   

Poruszasz tutaj ważny temat, który się przez moją głowę ostatnio przewijał wiele razy.



Ja myślę, żeby na wakacje przeprowadzić się do innego miasta i pracować, akurat mam taką możliwość żeby pilnować mieszkania i sobie w nim zostać na 2-3 miesiące. I oczywiście moich chłopaków bym zabrała ze sobą, kupiła składaną wolierę itp. Ale się zastanawiam, jak oni by przez taką drastyczną zmianę przebrnęli. Inna klatka, inny pokój, wszystko inne. Na pewno by się przyzwyczaili, no ale dom to dom.



Z drugiej strony ktoś kto nie zrozumie prawdziwego szynszylomaniaka może takie podejście wyśmiać i stwierdzić: zwierzę to zwierzę, tu czy tam, zabierasz, przyzwyczaja się i koniec.



I część prawdy w tym jest, bo to ludzie swoim pupilom przypisują pewne ludzkie cechy i w nie wierzą. A każdy wie, że zwierzakami głównie kierują instynkty, szczególnie w przypadku gryzoni. Ale to jest w porządku, póki nie jest to obsesyjne traktowanie zwierzęcia jak np drugiego człowieka.



Kolejna część prawdy jest taka, że szynszyle mimo wszystko są niesamowitymi stworzeniami i naprawdę potrafią się przywiązać do właściciela, zaufać mu, wskoczyć na ręce, usiąść na ramieniu. Wszystkie różnią się charakterami, one tylko tak samo przystawiają nerwowo pyszczki do siatki w klatce, jak czekają na smakołyk. :D



No tak...



Reasumując. :D



Ja uważam, że na swój sposób to będą przeżywały na zasadzie "co się dzieje, gdzie jest to wszystko co do tej pory" ale to 6 dni szybko minie, dadzą radę. :D Ciekawa jestem jak zareagują jak wrócą do domku, czy będą speszone czy od razu się odnajdą.
_________________
Sid (beż Towera homo) - 27.03.2011 - 19.05.2013
Badi (standard) - 04.2011
 
     
herbatka 
Aktywni na forum



Pomogła: 2 razy
Wiek: 31
Dołączyła: 16 Sty 2012
Posty: 87
Skąd: Wrocław
Wysłany: 6 Czerwca 2012, 10:06   

Ja ze swoim szylkiem dosyć często wyjeżdżam na kilka dni i śmiało mogę powiedzieć, że zmiana klatki/otoczenia nie robi na nim wrażenia. Przed wypuszczeniem go w nowym miejscu zawsze dokładnie sprawdzam teren, zabieram rzeczy które mogą mu zaszkodzić albo którym on może zaszkodzić ;) zatykam zakamarki (jeśli są) itd i oczywiście bacznie obserwuję.



Nie jestem doświadczonym hodowcą, mam szynszyla od połowy lutego, ale z moich obserwacji wynika, że po takich "wypadach w nieznane" mój CJ zrobił się bardzo śmiały, nie płoszy się, nie boi się nowych osób, odgłosów, zwierząt. Może przez pierwszy dzień czuje się nieswojo ale zdecydowanie nad strachem góruje ciekawość. :)



Nie wiem jakie są Twoje szynszyle ale moim zdaniem taka wyprawa im nie zaszkodzi, tym bardziej że są z Tobą dobrze oswojone no i pojadą w dwójkę więc będzie im raźniej.
 
     
Mariusz28 
Demon aktywności na forum



Pomógł: 5 razy
Wiek: 23
Dołączył: 26 Wrz 2011
Posty: 417
Skąd: Sopot
Wysłany: 6 Czerwca 2012, 14:31   

Aniutka napisał/a:
My chyba bardziej tęsknimy za nimi niż chłopaki za nami


Chłopaki też za Wami tęsknią ;-)

Miłej i bezpiecznej podróży, i nie przejmujcie się ;-) 6 dni to nie tak długo (chociaż w takiej sytuacji ...)
_________________
Maksia* (4 latka), Sonia (5 latek), Śnieżek (2 latka), Jacuś (11 latek)
 
     
Aniutka 
WIELKIE SERCE



Pomogła: 97 razy
Wiek: 52
Dołączyła: 23 Sty 2012
Posty: 4701
Skąd: Warszawa
Wysłany: 9 Czerwca 2012, 06:05   

Siedzę właśnie w hotelu i czytam Wasze wpisy :) , czytam też pocztę i relację od opiekunki chłopaków. Capuccino już zwiedził większość nowego terenu, a Dyzio zaczął uprawiać swój ulubiony sport pt. ukraść coś i uciec :) Obaj czuja się dobrze, chociaż Dyzio ma jeszcze miękkie bobki (badania wyszły OK - żadnych pasożytów, kokcydii tez nie ma). My tęsknimy za nimi bardzo,i prawie cały czas o nich mówimy.

Jedno jest pewne, abrakadabra, ma rację pisząc, że szynszyle są niesamowite i potrafią się bardzo do człowieka przywiązać. Jest jeszcze drugie też pewne - potrafią człowieka przywiązać do siebie :D , nasze owinęły sobie nas wokół tych swoich kręconych ogonków :) ech.... szkoda słów :)

Idę spać, bo u nas dopiero północ :roll:



[ Dodano: 18 Czerwiec 2012, 14:57 ]

abrakadabra napisał/a:
Ciekawa jestem jak zareagują jak wrócą do domku, czy będą speszone czy od razu się odnajdą.




Tak więc uprzejmie donoszę. Chłopaki jak tylko znalazły się w swoim domu to przez pierwszych 15 min obleciały wszystkie kąty i sprawdziły czy wszystko jest ok a potem już było tak jakby nigdy nigdzie nie wyjeżdżały.

Jeśli zaś chodzi o ich usposobienie to Dyzio po powrocie do domu wydaje się być bardziej energiczny niż dawniej, a Capuccino właściwie się nic nie zmienił.
_________________
Gość Bardzo ważne zmiany na forum! koniecznie zajrzyj tu: WAŻNE ZMIANY!!!

Dyzio i Franio
 
     
czesterka 
Minimum aktywności na forum


Dołączyła: 28 Sie 2013
Posty: 10
Skąd: obecnie uk
Wysłany: 30 Kwietnia 2014, 17:14   

Hej. Ja tez wyjeżdżam na 2 tygodnie i musze oddać moje dwa wariaty pod opiekę koleżance i tez trochę się martwię jak zniosa przeprowadzkę w nowe otoczenie. Ale mam nadzieje że będzie dobrze :) Joey jest bardziej śmiały niż Bobby ale oba są ciekawskie i myślę że razem dadzą radę :)
_________________
To malutkie zycie jest w Twoich rekach
 
     
Quiet 
WIELKIE SERCE



Pomogła: 24 razy
Wiek: 43
Dołączyła: 29 Sie 2012
Posty: 1615
Skąd: Trzebnica
Wysłany: 30 Kwietnia 2014, 17:19   

czesterka, xD spokojnie dadzą radę, gożej z nami opiekunami cały czas myśłimy o naszych szylkach, zwłaszcza jak KAFFA wysyła mi fotkę Tuptusia w oknie z napisem Gdzie jesteś Madziu?
 
     
didaś 
WIELKIE SERCE



Pomogła: 25 razy
Wiek: 32
Dołączyła: 02 Wrz 2012
Posty: 930
Skąd: Kraków
Wysłany: 30 Kwietnia 2014, 17:43   

Nawet nie wiedziałam, że taki temat już jest... Wczoraj właśnie z Yoshi mówiłyśmy na SB, że wyjazd to dramat. Nawet nie tyle dla kulek, co dla nas.
Wyjeżdżam tylko do poniedziałku, w najbliższe sprzątanie klatki już będę z powrotem, Bazyli zostaje pod opieką moich Rodziców- swojego (nie tylko mojego, jego też ;) ) Tatusia, który kusi topinamburem i cykorią, a z kieszeni koszuli można wyciągnąć mu morwę (gorzej, że czasami z tym do pracy idzie :D ) i swojej Mamusi, która mizia najlepiej na świecie i do której dobrze się przytulić. Znają problemy Bazylego, w mig wyłapują objawy, wiedzą jakie leki kiedy podać, jak masować, co robić, kiedy jechać do kliniki- jedynie zastrzyków robić nie chcą, ale 'w razie w' deklarują codzienne wyprawy do lekarza w tym celu. Słowem- wiedzą tyle, co i ja, więc Bazyli różnicy w opiece pod tym kątem nie odczuje. Biegać będzie tyle samo, co ze mną, kąpać się też. Ale mimo wszystko, mimo całej tej świadomości jadę gdziekolwiek zawsze z duszą na ramieniu. Jeszcze jeśli jest to odległość do 60 km, jadę spokojna, przy większych- zaczybam się stresować, denerwować. Wydzwaniam codziennie z pytaniami, a często Rodzice nawet sami z siebie meldują (szczęśliwi, mając gruchanie i iskanie tylko dla siebie przez ten czas). Ale w tle zawsze jest ten ryjek wpatrzony w moje miejsce przy komputerze i zawsze mam koszmarne wyrzuty z tego powodu.

Uffff. Spisałam się, poczułam się jak na spotkaniu AA, ale trochę mi lepiej wiedząc, że to nie tylko ze mną jest coś nie tak :P
_________________
"Do not quench your inspiration and your imagination; do not become the slave of your model."
V. van Gogh


 
     
KoloroweKredki 
Demon aktywności na forum


Pomogła: 4 razy
Wiek: 30
Dołączyła: 22 Kwi 2011
Posty: 435
Skąd: Białystok
Wysłany: 30 Kwietnia 2014, 21:18   

didaś napisał/a:

Uffff. Spisałam się, poczułam się jak na spotkaniu AA,

Didaś a czy nie odnosisz czasem wrażenia,że całe forum to jak spotkanie "AA"? Bo tylko my mamy takiego fioła :P ludzie "inni" weszliby na forum i nie widzieli nic ciekawego a my zawsze mamy coś do powiedzenia w temacie :D
_________________
Galeria moich kuleczek;)
Franka-Standard
Zuzanka-Standard
Bella-Medium Tan
Coco-Dark Ebony
Wally-White Wilsona Mosaic
i nasze adopciaki czyli:
Szelma-Standard
Szyluś-Hetero Beż
 
     
czesterka 
Minimum aktywności na forum


Dołączyła: 28 Sie 2013
Posty: 10
Skąd: obecnie uk
Wysłany: 30 Kwietnia 2014, 21:42   

No ja też pewnie będę zameczac koleżankę codziennie pytaniami. Ale wiem że będzie im z nią dobrze bo ona też ma świra na ich punkcie. To mój pierwszy taki wyjazd a mam myszki dopiero 7 miesięcy i jestem jeszcze trochę przewrażliwiona na ich punkcie :)
_________________
To malutkie zycie jest w Twoich rekach
 
     
Aniutka 
WIELKIE SERCE



Pomogła: 97 razy
Wiek: 52
Dołączyła: 23 Sty 2012
Posty: 4701
Skąd: Warszawa
Wysłany: 30 Kwietnia 2014, 23:38   

KoloroweKredki napisał/a:
idaś a czy nie odnosisz czasem wrażenia,że całe forum to jak spotkanie "AA"? Bo tylko my mamy takiego fioła :P
to fakt niezaprzeczalny - trudno z tym dyskutować :D
Nie znoszę wyjeżdżać bez ogonków. Jeszcze jak zostają w domu i opiekuje się nimi mój brat to jakoś łatwiej to znoszę - chociaż relacje zdjęciowe uruchamiają straszną tęsknotę - ale jak je muszę gdzieś wywieźć do innego domu :/ to to jest masakra !
Forum pełne wariatów ! :facepalm:
_________________
Gość Bardzo ważne zmiany na forum! koniecznie zajrzyj tu: WAŻNE ZMIANY!!!

Dyzio i Franio
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,21 sekundy. Zapytań do SQL: 25